Zabawy kreatywne

Czasami nasze wyobrażenia o tym, jak wygląda rodzicielstwo nieco mijają się z tym, co przynosi życie. Dzisiaj mam dla Was jeden z takich przykładów, z mojego doświadczenia.
Jak wyobrażałam sobie scenę, w której moje dziecko rysuje kredkami? On, siedzący grzecznie przy stoliczku, zachwycony różnorodnością kolorów i możliwości jakie daje mu rysowanie kresek. Skoncentrowany, zafascynowany, śmiejący się swoim piskliwym, wdzięcznym głosikiem. Ja, cała na biało, popijająca ciepłą kapuczinę. Z uśmiechem rusałki igrającej na leśnym runie, pełna dumny obserwuję, jakie to kreatywne jest moje dziecko. W tle miał plumkać sobie po cichu Sting a wszystko to, otulone miało być promieniami nieśpiesznie budzącej się wiosny.
A tak wygląda rzeczywistość k@$%a.

Ostatnio w naszym domu rządzi ciastolina, kredki i naklejki. O miejsce na podium walczą jeszcze tablica i farby plakatowe. Mówiąc o rządzeniu mam na myśli fakt, że są wszędzie, na podłodze (to akurat zrozumiałe), na oknie (wiecie ile dziecko musi się namęczyć, żeby przykleić ciastolinę do szyby?), pod skarpetkami, na psie… w sumie jest tylko kilka miejsc w których ich nie ma. Jednocześnie też pełnią różne funkcje w zależności od potrzeb, na przykład ciastolina i naklejki wielorazowe doskonale nadają się do gotowania/ smażenia/ pieczenia/ wkurzania matki. Ja też zyskałam nową funkcję w swoim domu, zaopatrzeniowca. Bo średnia długość życia ciastoliny wynosi maksymalnie 2 tygodnie. W tym czasie podchodzi ewolucję od neonowej, miękkiej masy, przez szarą pulpę aż po, suchą, smutną bryłę.
Wiecie, ja tu sobie mogę ponarzekać, na to, że pewnie jutro zostanę obudzona przez lecący w moją stronę kubeczek ciastoliny, ale prawda jest taka, że cieszy mnie niezwykle, że Jeremi tak lubi te wszystkie rzeczy okołoplastyczne, w dużej mierze dlatego, że ja całe życie lubiłam rysować i dłubać w różnych koralikach, masach i innych cudach. Nareszcie mogę powiedzieć z dumą „nooo mój syn! W matkę się wdał”. Bo do tej pory głównie rozrabiał za ojcem.
Jako psycholog dorzucę, że chociaż zabawy kreatywne potrafią doprowadzić dom do ruiny, a rodziców do szaleństwa, mają ogromny wpływ na rozwój dziecka a poniżej kilka przykładów.
1. Wpływają na rozwój Integracji Sensorycznej,
2. rozwijają obszar mózgu odpowiedzialny za mowę,
3. ćwiczą rączki (podziękujecie sobie, jak dziecko rozpocznie naukę w szkole, za te godziny przy farbach, kredkach i plastelinie),
4. rozwijają wyobraźnię,
5. zbliżają (jak każda forma wspólnego działania)
i ostatnie…
6. doskonale dekorują mieszkanie.

Przy okazji dodam co u nas się sprawdza.
Ciastolina, tutaj warto śledzić różne promocje, bo bez względu na cenę oraz producenta, jej „żywotność” jest taka sama. Tutaj jeszcze mała rada – kiedy robi się twarda, można ją zmoczyć i pougniatać, to da jej kilka dodatkowych dni.
Farby, nawet jeśli dziecko maluje pędzelkiem warto wybrać farby do malowania palcami (bo nie czarujmy się więcej i tak będzie na dziecku niż na kartce). Dużo łatwiej je zmyć niż zwykłe plakatówki.
Kredki, im mają grubszy rysik, tym lepiej, bo zwyczajnie trudniej je złamać. Fajne nadają się też te najzwyklejsze bambino owinięte papierem.
Marcie jeszcze inne złote rady? Zostawcie je w komentarzu, tutaj, na facebooku lub instagramie. Chętnie poczytam, bo przed nami jeszcze dłuuuga droga z dziecięcymi zabawami kreatywnymi.

 

2 Replies to “Zabawy kreatywne”

  1. My mamy kredki babmbino ale te grube ołówkowe bo te w papierku nie pożyły zbyt długo. No i u nas zdecydowanie królują farby jednak i plastelinka 😊

    1. ja się plasteliny boję 😉 Jeremek wciera ciastolinę we włosy i meble, a to dużo łatwiej usunąć niż ciastolinę 😛 😉

Pozostaw odpowiedź Klaudia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *