Bunt dwulatka

Za oknem hula burza, pada grad wielkości niewielkich arbuzów, a przechodząca nawałnica powyrywała połowę drzew w lokalnym skwerku. Ty siedzisz sobie z dzieckiem w domu, a o wspomnianej klęsce żywiołowej dowiadujesz się około godziny 22, z powtórki wiadomości. Kiedy dziecko już spokojnie śpi. Jak można było tego wszystkiego nie zauważyć zapytasz. Nic prostszego, kiedy masz na stanie dwuletniego buntownika.

Z czego wynika owiany legendą bunt, jaki jest jego cel i najważniejsze, jak przetrwać ten trudny czas? O tym postaram się opowiedzieć poniżej.

Czytaj dalej…

O ważnej i potrzebnej pracy, która nie została dokończona

Przyznam Wam, że od dłuższego czasu nosiłam się z tym tekstem. Jeszcze zanim powstał blog, zanim poznaliśmy się z Jeremim a nawet przed tym, jak w ogóle pomyślałam o moim macierzyństwie jak o planie, a nie dalekiej pieśni przyszłości, miałam w głowie refleksję, o której chciałabym Wam dziś opowiedzieć. Zacznijmy w takim razi od początku. Czytaj dalej…

Alfabet rad

Myślałaś, że macierzyństwo nie jest szczególnie straszne, a nawet przyjemne? Chciałaś mieć dziecko, przygotowałaś wyprawkę, przeczytałaś jakąś książkę o wychowaniu. Mama Ci powtarzała „kochana, miliony kobiet dały radę zająć się niemowlakiem, Ty też podołasz, matka wie jak zająć się dzieckiem”. A potem ono się pojawia i w pakiecie z nim pojawiają się madki. Madki wiedzą wszystko najlepiej i na każdy temat, bo przeczytały w internecie, bo piątkę dzieci odchowały i żyją, bo jeszcze dzieci nie mają, ale już wiedzą. Poniżej przygotowałam listę złotych rad wprost od oświeconych madek, w kolejności alfabetycznej. Niech nie zwiedzie Cię żartobliwy ton, one naprawdę w ciągu dwóch ostatnich lat do mnie (choć nie zawsze bezpośrednio) trafiły. Czytaj dalej…

Ciocie Jeremiego

Uwielbiam ten fragment „Potopu”, w którym Zagłoba chcąc ugrać swoje, tłumaczy pewnemu, wątpliwej inteligencji chłopakowi, że z piątej wody po kisielu jest jego wujem a wuj, to jest nawet ważniejszy niż ojciec 🙂 . Z przyczyn naturalnych nie zostanę nigdy ani wujem, ani tym bardziej ojcem i może dobrze, bo mowa będzie nie o wujach, a o ciotkach a ciotka kochani, to jest prawie tak ważna jak matka (bo bez niej matka niewątpliwie by oszalała z tego całego szczęścia). Czytaj dalej…

Ja sam! Czyli o rozwijającej się samodzielności u dziecka

Pewnego dnia, na jednym z ciekawszych wykładów na psychosomatyce dowiedziałam się, że jednym z najtrudniejszych wyzwań młodej matki jest „zauważyć, że dziecko już się urodziło”. Niby banał prawda? Raczej trudno przegapić fakt porodu, a dla tych mniej spostrzegawczych, powoli wracający do normalnych rozmiarów brzuch powinien dość jasno zasugerować, że dziecko znajduje się w nieco innym miejscu, niż w jego środku. Obcowanie w świecie matek Polek i bycie, bądź co bądź, jego częścią pokazało, że w faktycznie nie jest to do końca takie proste. Czytaj dalej…

Dziecko je brokuła

Żywienie dzieci w sieci a żywienie analogowe

Jak pisałam w poprzednim poście mój marcowy chłopiec dorasta. Wielkimi krokami zbliża się do skończenia szóstego miesiąca życia, a z takim poważnym wiekiem już nie ma żartów. W związku z tym, że syn nam rośnie jak drożdżówka w piekarniku przyszedł czas na rozszerzanie jego diety i tutaj zaczęły się schody. Czytaj dalej…