Metoda 3-5-7, czyli jak nauczyć dziecko, że jego „słowa” nie mają znaczenia

Przyznam się, nie czytałam żadnych badań na ten temat, ale wyobrażam sobie, że większość rodziców chce wychować dzieci na ludzi pewnych siebie i swojej wartości. Ludzi odważnych, którzy będą walczyć o swoje, mających własne zdanie i będących w stanie go bronić. Nie wiem kim Jeremi będzie gdy dorośnie,  jednak planuję zrobić wszystko, co w mojej mocy, by pewnego dnia miał takie cechy, o jakich wspomniałam. Chociaż wydawać by się mogło, że kiedy człowiek ma zaledwie kilkanaście tygodni, rodzic ma niewielki wpływ na kształtowanie jego charakteru, w rzeczywistości jest inaczej. Dziecko od momentu narodzin uczy się komunikować ze światem i wyrażać, swoje potrzeby oraz preferencje. Ponieważ jednak, jak wszyscy wiemy jego możliwości werbalne są lekko mówiąc „ograniczone”, większość komunikacji początkowo ogranicza się do płaczu, lub jego braku. Dlatego, kiedy czytam o różnych metodach mających ograniczać płacz dziecka w sposób inny niż zaspokojenie danej potrzeby, lub zniwelowanie chwilowego dyskomfortu, mam ochotę zaproponować jej autorowi zakleić sobie usta, związać ręce i jechać do obcego miejsca, w którym będzie musiał prosić o pomoc innych ludzi by jakkolwiek funkcjonować. Jedną z takich metod jest 3-5-7. W wielkim skrócie uczymy dziecko samodzielnie się uspokajać poprzez stopniowe wydłużanie czasu reakcji na jego płacz i łaskawe pokazywanie się w promieniu jego wzroku co odpowiednią ilość minut (najpierw co 3, następnie co 5 i 7). Wiecie co, to działa i powinno zadziałać na większość dzieciaków. Dziecko nie płacze, starzy mogą sobie nareszcie w spokoju obejrzeć „Trudne sprawy” i można by powiedzieć nic, tylko się cieszyć. Pytanie natomiast jaki jest mechanizm tego działania? Otóż tak, jak już wspomniałam, dziecko płacze żeby zakomunikować rodzicowi, że ma jakąś potrzebę. Rolą rodzica jest na ten płacz zareagować, możliwie jak najlepiej odgadując co mały krzykacz ma aktualnie na myśli. Dzięki temu, maluch nie dość, że poczuje się lepiej, bo jego problem zostaje rozwiązany, to dodatkowo uczy się, że rodzice go kochają i jest dla nich ważny a to, co „mówi” pozytywnie wpływa na jego rzeczywistość. Analogicznie, kiedy rodzic nie reaguje, lub łaskawie jedynie przedłuża czas reakcji, dziecko otrzymuje sygnał, że nie ma sensu płakać, bo to nic nie zmienia. W ten sposób przerażający, nieznany świat staje się jeszcze gorszy a ono dowiaduje się, że na nic nie ma wpływu. Z biegiem czasu uzyskany efekt jedynie się pogłębia a coraz większa świadomość kreuje w maleńkim człowieku obraz siebie, jako istoty, która jest zależna od innych, której zdanie się nie liczy i w nikim nie ma oparcia. Nie róbmy tej krzywdy dzieciom, nie ucinajmy im skrzydeł na starcie. Pozwólmy, by były tym, kim chcą dając im solidne narzędzia, aby mogły uwierzyć, że mogą być każdym. Dzieci nie płaczą dlatego, że są wredne, one płaczą, bo jeszcze nie potrafią mówić, dlatego nie wolno im odbierać głosu, za nim nie będą w stanie powiedzieć rodzicowi, żeby nie czytał głupich, sprzecznych z naturą, teorii.

Mała Maruda nie wymusza
Dziecko słuchane, to dziecko szczęśliwe

4 Replies to “Metoda 3-5-7, czyli jak nauczyć dziecko, że jego „słowa” nie mają znaczenia”

    1. Świetnie! Przyznam, że jak przeczytałam komentarze mam pod artykułem opisującym tę metodę, że to faktycznie działa byłam przerażona.

    1. super, im więcej informacji na ten temat, tym lepiej. Mam nadzieję, że z każdym takim tekstem świadomość rodziców będzie rosła 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *