Matki na Olimpiadzie

Zauważyliście, że kobiety od małego rywalizują ze sobą? Najpierw o to, która ma ładniejsza sukienkę dla barbie. Potem, która dostała bardziej uśmiechniętą bluzkę od pani w przedszkolu (słowo daję, moja miała taką pionową kreskę przy uśmiechu i wygrała). O to, która lepiej napisze dyktando, pierwsza się będzie całować, poderwie najfajniejszego chłopaka na dyskotece. Potem o awans, podwyżkę, ciekawsze zlecenie. Aż nagle ich życie zatrzymuje się na dłuższy czas, kiedy pojawia się dziecko i… wtedy też rywalizują.

Może to przyzwyczajenie, może fakt, że uczymy się postrzegać siebie przez pryzmat innych? Tak czy inaczej, stawiając się na porodówkę kobieta staje na starcie wyścigu, „które dziecko szybciej”. W środowisku mateczek trwa prawdziwa olimpiada, a konkurencja jest ogromna. Talenty dzieci są nieskończone a ogranicza je tylko wyobraźnia matki, która jest w stanie sprawić, że proste gaworzenie będzie co najmniej recytowaniem Inwokacji a raczkowanie triatlonem. Wiecie jak to jest? Rozmawiacie z kilkoma dumnymi mamami i nagle rozumiecie, że przyszedł czas wyciągnąć najmocniejsze karty.

– Mój Grzesio jak miał 5 miesięcy to już znał 10 słów w 4 językach!

– no, a moja Beatka jak namalowała w wieku 3 lat reprodukcję Rembrandta, to  byś nie odróżniła od oryginału, aż sobie teściowa oprawiła i nad kominkiem powiesiła.

– A wiesz, że Filipek to w ogóle nie raczkował? Jak miał pół roku to już biegał, ale kochana jak?! No nie byłabyś w stanie go dogonić, taki szybki.

Po tych uroczych wymianach sukcesów przychodzi pora na pytanie a Twój?

– Otóż moje drogie, Jeremi właśnie skończył czytać „Braci Karamazow” w oryginale. (Chwila ciszy dla zbudowania atmosfery) po czym omawiał z Dostojewskim nieścisłości fabularne związane z tłem społeczno- ekonomicznym (i weź to teraz przebij).

O ile jeszcze wiesz czego spodziewać się po młodych matkach, czekających w dołkach startowych by tylko zagiąć swoją rywalkę nową umiejętnością latorośli, o tyle chętnych do wyścigu jest więcej, ponieważ kobiety ogólnie wiedzą co dziecko powinno. Począwszy od jedzenia leczo w wieku 4 miesięcy („pani, wnuczek to jeszcze pół roku nie miał jak schabowego jadł! A teraz proszę, chłop jak dzwon”). Przez „jak to nie robi papa?” Wypowiedziane z konsternacją przez panią na poczcie do której Mały nie pomachał (do smoczka macha jak go do pudełka wyrzuci. Widocznie smoczek lubi bardziej niż panią na poczcie i chyba nawet mu się nie dziwię). Aż po „a już noce przesypia?”. To pytanie na prawdę boli najbardziej, szczególnie jeśli za pytaniem idzie od komentarz, że wszystkie dzieci brata ciotki po stryjku od urodzenia noce przesypiały. Autentycznie szkodliwa jest jednak grupa domorosłych psychologów, którzy wiedzą wszystko o rozwoju. Niestety całkiem sporej grupie młodych mam wystarczy przeczytanie trzech artykułów w „Charakterach” i obejrzenie wywiadu z psychologiem w  telewizji śniadaniowej, by strzelać opiniami jak automat. Od takich osób właśnie można się dowiedzieć, że jeśli sześciomiesięcznik nie wymienia wszystkich zwierząt z farmy pana Mc Donalda, a już przynajmniej nie wskazuje ich na obrazku, to pewnie ma te wszystkie autyzmy i inne trudne słowa. Dlatego, szczerze i z całego serca doradzam, trzymać się od takich osób na odległość co najmniej 5 kilometrów, bo ani te diagnozy nie są pomocne, ani prawdziwe.
Wiecie, współzawodnictwo nie jest czymś złym, o ile dotyczy nas samych, a dystans to coś, czego powinno się uczyć na pierwszych zajęciach w szkole rodzenia. Wyścig jednak ciągle trwa, zatem, 3… 2… 1… start 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *