Książeczki bez morału

Nie mają morału, a pobieżną treść uzupełniacie sami. Zamiast je czytać, gracie w grę, która choć przewidywalna dla dorosłego, dziecko jest w stanie porwać i dostarczyć emocji, a jakie trudno jest podejrzewać zbiór kropek i krótkich podpisów.

W ten sposób chciałabym zaprosić Was do pierwszego wpisu z planowanego cyklu o książkach dla dzieci. Przed nami bestsellery Hervé Tulleta – „Naciśnij mnie”,  „Kolory” i „Och! Książka pełna dźwięków”.

Cztery lata temu na naszym ślubie poprosiliśmy by zamiast kwiatów goście podarowali nam książki. Tematyka była absolutnie dowolna i nawet gdy ktoś pytał jakie książki chcielibyśmy otrzymać, zakrywaliśmy się zasłoną milczenia. Taki był też nasz ukryty cel tego prezentu. Poza książkami, które bardzo lubimy, chcieliśmy zobaczyć co dostaniemy. Po cichu robiliśmy między sobą zakłady, jakich książek będzie najwięcej i żadne z nas nie wpadło na to, że naszą ślubną biblioteczkę zdominują książki dla dzieci. Wśród nich znalazła się właśnie pierwsza z książek o których chcę Wam opowiedzieć, „Kolory”. Zanim wpadła w rączki Jeremiego długo leżakowała na półce aż Mały stał się na tyle zainteresowany książkami, że pojęliśmy próbę pokazania mu „Kolorów,” a rezultat przeszedł nasze wszelkie wyobrażenie o tym, jak dziecko może reagować nawet na bardzo ciekawą literaturę.

Głównym założeniem omawianych książek jest interakcja z czytelnikiem. Na kolejnych stronach znajdujemy zadania do wykonania, na przykład „naciśnij żółtą kropkę”, oraz odpowiedzi książki na nasze reakcje. W przypadku książki „Naciśnij mnie”, kropki niejako pod naszym wpływem, pomnażają się, zmieniają swoje miejsce a nawet rosną lub maleją. Sama książka komentuje nasze poczynania, chwali lub zachęca do większego zaangażowania.

Podobny schemat jest w książkach „Naciśnij mnie” oraz „kolory”. Przy czym w przypadku tej pierwszej czytelnik podejmuje grę z różnokolorowymi kropkami natomiast w drugiej z omawianych pozycji, dziecko miesza kolory stwarzając nowe, robi plamy i je rozciera.

Nieco inaczej rzecz wygląda w „Och! Książka pełna dźwięków”. Tutaj role się odwracają i to głównie czytelnik reaguje na to, co dzieje się na kolejnych stronach. W tym miejscu chciałabym zaznaczyć, że „Och…”, w niesamowity a przy tym zrozumiały dla dziecka sposób łączy obrazy i dźwięki. Kolejne obrazki, składające się głównie z kropek i linii stanowią wskazówki, jakie dźwięki wydawać, jak szybko oraz jak głośno. W ten sposób, spośród prostych obrazów i równie prostych dźwięków wyłaniają się bohaterowie mający swoje przygody i nastroje. Prosty dźwięk „och” staje się imieniem bohatera, który z czasem poznaje przyjaciół.

Wspomniałam na początku, że te książki nie mają typowego dla dziecięcej literatury morału. Ich zadaniem jest przede wszystkim dostarczać bardzo dużo radości, co w przypadku Jeremiego doskonale się udaje. Poza tym rozwijają wyobraźnię i kreatywność,  a przede wszystkim pokazują, że książki mogą bawić, co w coraz bardziej cyfrowym świecie stanowi chyba najbardziej istotną wartość.

Reasumując szczerze polecam, Jeremi dałby 10/10, gdyby tylko potrafił do tylu policzyć.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *