Dziecko to nie dżuma

Na długo, zanim zostaliśmy rodzicami, kiedy Jeremi był jeszcze bliżej niesprecyzowanym planem na przyszłość, razem z jego tatą z pewnym zaciekawieniem obserwowaliśmy pary, które wraz z pojawieniem się pierworodnego, taktycznie wycofywały się z życia towarzyskiego. Zagadnięte na ulicy, na pytanie co u nich słychać enigmatycznie spoglądały w stronę dziecka a na propozycję spotkania (nie ważne czy z, czy bez latorośli), odpowiadały zwyczajowo, że jasne, świetny pomysł i musimy się zdzwonić za jakieś 19 lat, jak już wyślą dziecko na studia i będą mieli w związku z tym jakieś trzy godziny wolnego w sobotni wieczór. Czytaj dalej…

Razem z Jeremim na pikniku

O miłości życia, której trzeba się nauczyć

Miłości w moim życiu zawsze pojawiały się z hukiem. Wiązały się z uczuciem beztroski, nieustającą radością i szaleństwem. Patrząc na nie wstecz widzę głównie konsternację ludzi i nagłą refleksję, że idę po ulicy z nieuzasadnionym sytuacją, szczerym uśmiechem na twarzy. Widzę też te przysłowiowe „motyle”, fruwające w moim brzuchu, oraz chęć przenoszenia gór, a nawet przekonanie, że jestem w stanie to zrobić. Czytaj dalej…

błękitny, bawełniany kocyk, w białe słoniki

Kocykowe love

Samodzielne kompletowanie wyprawki i góra prezentów przytargana przez odwiedzających malucha gości sprawiła, że Jeremi został zaopatrzony w ilość kocyków, która wystarczyłaby do przykrycia całkiem sporej grupy przedszkolaków. Wszak kocyk zawsze się przyda i nigdy nie jest ich za wiele – argumentował każdy, kto wpadł na pomysł przyniesienia kolejnego kocyka a ja upychałam je w szafie, kalkulując czy aktualny budżet i ilość miejsca w domu pozwoli na postawienie kolejnej, przeznaczonej na dziecięce kocyki, otulacze, rożki i kołderki.

Czytaj dalej…