Oczami dziecka

Jeśli właśnie w pobliżu Was plącze się jakiś mały człowiek z całą pewnością znacie ten moment. Wpadacie na pomysł, żeby wybrać się do jakiegoś niesamowicie atrakcyjnego miejsca. Pakujecie latorośl do auta, jedziecie dość daleko, pełni entuzjazmu, że oto zapewnicie swojemu dziedzicowi takie wrażenia o jakich Wy w dzieciństwie najwyżej mogliście sobie poczytać. Na miejscu ciągniecie nieświadome czekających za rogiem atrakcji dziecko, a ono, omiata je swoim bacznym wzrokiem, ignoruje, kuca i bawi się pierwszym lepszym kamieniem z taką uwagą, jakby właśnie odkrył nowy atom. W końcu uświadamiacie sobie, że w sumie pod blokiem macie z 10 000 podobnych kamieni i w zasadzie cała eskapada nie miała sensu. A miała uczynić z Waz chociaż na to jedno popołudnie idealnych rodziców, takich którzy pokazują dziecku świat, uczą, rozpalają ciekawość… i wiecie co, tak też się stało. Czytaj dalej…

Ciocie Jeremiego

Uwielbiam ten fragment „Potopu”, w którym Zagłoba chcąc ugrać swoje, tłumaczy pewnemu, wątpliwej inteligencji chłopakowi, że z piątej wody po kisielu jest jego wujem a wuj, to jest nawet ważniejszy niż ojciec 🙂 . Z przyczyn naturalnych nie zostanę nigdy ani wujem, ani tym bardziej ojcem i może dobrze, bo mowa będzie nie o wujach, a o ciotkach a ciotka kochani, to jest prawie tak ważna jak matka (bo bez niej matka niewątpliwie by oszalała z tego całego szczęścia). Czytaj dalej…

Zabawy kreatywne

Czasami nasze wyobrażenia o tym, jak wygląda rodzicielstwo nieco mijają się z tym, co przynosi życie. Dzisiaj mam dla Was jeden z takich przykładów, z mojego doświadczenia.
Jak wyobrażałam sobie scenę, w której moje dziecko rysuje kredkami? On, siedzący grzecznie przy stoliczku, zachwycony różnorodnością kolorów i możliwości jakie daje mu rysowanie kresek. Skoncentrowany, zafascynowany, śmiejący się swoim piskliwym, wdzięcznym głosikiem. Ja, cała na biało, popijająca ciepłą kapuczinę. Z uśmiechem rusałki igrającej na leśnym runie, pełna dumny obserwuję, jakie to kreatywne jest moje dziecko. W tle miał plumkać sobie po cichu Sting a wszystko to, otulone miało być promieniami nieśpiesznie budzącej się wiosny. Czytaj dalej…

Mam dość! Czyli o chorobie Bobona

Chore dziecko, apteka dosłownie wylewa się Niagarą z każdej szafki (kto poskromił leki i zamknął je w niewielkim pudełku, temu chwała i moja dozgonna zazdrość). Do tego śledzenie wszystkich niepokojących objawów, żeby móc zanudzić lekarkę elaboratem na temat wahań temperatury w ciągu dnia z dokładnością co do minuty (jak zaczyna przewracać oczami można zmienić temat na paletę barw kataru). Ale wisienką na torcie choroby dziecka są rodzice, którzy walczą o przetrwanie w tym trudnym czasie i omijają skrzętnie lustra żeby nie konfrontować się z myślą, że oto nastała w domu apokalipsa zombie. Czytaj dalej…

Ja sam! Czyli o rozwijającej się samodzielności u dziecka

Pewnego dnia, na jednym z ciekawszych wykładów na psychosomatyce dowiedziałam się, że jednym z najtrudniejszych wyzwań młodej matki jest „zauważyć, że dziecko już się urodziło”. Niby banał prawda? Raczej trudno przegapić fakt porodu, a dla tych mniej spostrzegawczych, powoli wracający do normalnych rozmiarów brzuch powinien dość jasno zasugerować, że dziecko znajduje się w nieco innym miejscu, niż w jego środku. Obcowanie w świecie matek Polek i bycie, bądź co bądź, jego częścią pokazało, że w faktycznie nie jest to do końca takie proste. Czytaj dalej…

Maluch na basenie

Jak już kiedyś wspomniałam, chciałabym zaszczepić w Jeremim miłość do sportu. Liczę się z tym, że pewnego dnia może powie nam, że bardziej zaawansowana aktywność fizyczna w najmniejszym stopniu go nie interesuje i chce poświęcić swój wolny czas kolekcjonowaniu chrabąszczy, albo wymyśli sobie jeszcze bardziej szalone hobby, jednak chcąc pokazywać Małemu świat musieliśmy od czegoś zacząć. Oferta zajęć dla niemowląt w moim mieście w dużej mierze ogranicza się do zajęć muzycznych, ogólnorozwojowych i… basenu. Wybraliśmy więc basen. Czytaj dalej…

Matki na Olimpiadzie

Zauważyliście, że kobiety od małego rywalizują ze sobą? Najpierw o to, która ma ładniejsza sukienkę dla barbie. Potem, która dostała bardziej uśmiechniętą bluzkę od pani w przedszkolu (słowo daję, moja miała taką pionową kreskę przy uśmiechu i wygrała). O to, która lepiej napisze dyktando, pierwsza się będzie całować, poderwie najfajniejszego chłopaka na dyskotece. Potem o awans, podwyżkę, ciekawsze zlecenie. Aż nagle ich życie zatrzymuje się na dłuższy czas, kiedy pojawia się dziecko i… wtedy też rywalizują. Czytaj dalej…

Dziecko je brokuła

Żywienie dzieci w sieci a żywienie analogowe

Jak pisałam w poprzednim poście mój marcowy chłopiec dorasta. Wielkimi krokami zbliża się do skończenia szóstego miesiąca życia, a z takim poważnym wiekiem już nie ma żartów. W związku z tym, że syn nam rośnie jak drożdżówka w piekarniku przyszedł czas na rozszerzanie jego diety i tutaj zaczęły się schody. Czytaj dalej…