Gorący rytm serca domu

Właściwie od początku istnienia bloga planowałam zamieszczać na nim co jakiś czas wpisy o wystroju wnętrz. Jak mi się to udało? Zapraszam do zakładki na górze, stoi praktycznie pusta i czeka na swoją kolej. Głównie miałam koncentrować się tam na własnym mieszkaniu, pisać o różnych rozwiązaniach i dodatkach. Wielkie plany przerwało pojawienie się małego dekoratora, który dzień w dzień bardzo silnie forsuje własne poczucie estetyki, nie koniecznie zgodne z tym, czym chciałabym się chwalić. Powoli sytuacja się zmienia, a nieliczne dodatki nie latają już jak szalone pelikany po całym mieszkaniu. Potrzeba będzie jednak jeszcze trochę czasu, zanim moje mieszkanie będzie w stanie kogokolwiek zainspirować, jednocześnie nie będąc jedynie ustawką do zdjęć, czego szczerze chciałabym uniknąć. Kategoria „wnętrza”, czekała więc, jak wyrzut sumienia, na lepsze czasy, które właśnie nadeszły.

Z wyżej wymienionych względów, nie mówię tu o swoim „M”, z pomocą przyszli mi rodzice. W tym miejscu chciałabym pochwalić kompletnie nieminimalistyczny gust mojej mamy, który regularnie stanowi dla mnie inspirację i mam nadzieję, że Wam się również to udzieli. A poniżej, fragment kuchni, która miała być stonowana, biała, nowocześnie surowa… jak zawsze nie wyszło i jak zawsze, efekt broni się przez nokaut.

Na początku była baza

Modne, wszechobecne szarości i biele, trochę drewna. Czyli to, co inni nazywają modnym „stylem skandynawskim” a inni poprawnym bezpieczeństwem. Niewiele się działo, było ładnie, spokojnie, wyciszająco. Coś czego wielu oczekuje od wnętrza i jeśli takie osoby czują się dobrze w tym wystroju to super, dom powinien być taki, jaki nam odpowiada. Moja mama nie koniecznie czuła, że to jest to, czego oczekiwała, brakowało tu nuty szaleństwa i tę nutę należało wprowadzić.

Siła w tkwi w dodatkach

Nasycone barwy, odważna stylistyka i rzeczy, które potencjalnie niekoniecznie do siebie pasują. Trochę za dużo, trochę misz-masz. To wszystko stworzyło kącik, który we mnie budzi chęć, by za każdym razem, gdy go widzę mówić „łał”. W czasie, kiedy wiosna powoli się budzi a nieśmiałe, wątłe promienie słońca walczą z lekko prószącym śniegiem, w kuchni rodziców rozkwitło lato.  Pełne radości i optymizmu, które razem z poranną kawą stawia na nogi i dodaje energii, by zacząć kolejny dzień.

Plakat: Ikea, wiszące kule: Pepco, żyrandol: Leroy Merlin
Świece jabłka: Candellana

 

Czasem warto poszukać siebie we wnętrzu, bo dom jest dla nas a nie odwrotnie. Im bardziej oddaje to, co nam gra w duszy, tym lepiej będziemy się w nim czuli. Tak stało się w tym miejscu i kilku innych, o których opowiem wkrótce.
Do zobaczenia a tym czasem delektujcie się domowymi pieleszami.

Kubeczki: Home&you

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *