Domowy poligon

Nasz mały komandos wkroczył w fazę czołgania się. Godzinami ćwiczy i przestaje tylko na chwilę, gdy znajdzie sobie właściwą kryjówkę (najczęściej dokładnie tam, gdzie dziecka być nie powinno– na przykład pod podwieszoną szafką). Wtedy może odpocząć i na spokojnie zająć się drugą, równie istotną czynnością, jaką jest lizanie każdej powierzchni, która znajdzie się w zasięgu małej, żarłocznej buzi. Jak na prawdziwego komandosa przystało potrzebował chłopak swojego małego poligonu, w którym będzie mógł śmiało zająć się rozwojem motorycznym. Początkowo tę rolę spełniał koc, jednak działał on jak filtr, wyłapujący z powietrza każdy możliwy paproch, który natychmiast przyklejał się do małego, uślinionego pyszczka. Dodatkowo koc zwijał się niemiłosiernie, zdecydowanie utrudniając wszelkie próby przemieszczania się. W końcu zgodnie uznaliśmy, że koc musi odejść a jego rolę powinno zastąpić coś lepszego. W ten sposób w naszym domu pojawiły się piankowe puzzle… a potem jeszcze więcej piankowych puzzli.

Jeremi bawi się szczeniaczkiem na macie

Poza tak oczywistymi elementami, jak to, że Jeremiemu całkiem łatwo jest się po niej poruszać, to też rewelacyjnie amortyzuje upadki, dzięki czemu mały jest względnie bezpieczny i nawet zdarza się, że niektóre z nich nie kończą się płaczem. Z powodzeniem wydziela dziecięcą przestrzeń, więc porozrzucane zabawki mają swoje miejsce. No i ławo utrzymać całość w czystości, co dla osoby, która jest w stanie znaleźć w życiu milion ciekawszych form spędzania wolnego czasu niż sprzątanie, jest szczególnie ważne. Co ciekawe przestrzeń maty okazała się też jasnym sygnałem dla psa, który na nią nie wchodzi (na czym szczególnie mi zależało, bo wszędzie zostawia tony sierści i piachu). Przy okazji jest na tyle miękka, że czasami łapiemy się na tym, że nagle cała rodzina siedzi/leży na piankowej macie, mimo stojącego zaraz obok narożnika.

Matka i syn na macie

Tak sobie też wyobrażam, że pewnego dnia, nasz mały poligon zmieni się w bazę  z prawdziwego zdarzenia i już się nie mogę tego dnia doczekać. Nawet obawiam się, że tworzenie z puzzli domków, czołgów czy rakiet kosmicznych sprawi więcej radości matce niż dziecku… ale jak już pisałam wcześniej, coś trzeba mieć z tego całego macierzyństwa. Na koniec powiem Wam, że tym, co mnie szczególnie zaskoczyło jest fakt, że ta kolorowa mata naprawdę pasuje mi do salonu. Dotychczas bardzo dbałam o to, by wszystkie detale wystroju wnętrza były do siebie dopasowane (nawet książki na regale stoją ułożone kolorystycznie – pół dnia zabawy, ale było warto J), teraz na środku mojego idealnego salonu leży wielka, kolorowa plama a ja cieszę się z niej jak przedszkolak. Chaos, Kochani. Chaos wkrada się w nasze życie wielkimi krokami i chyba sama co jakiś czas poćwiczę sobie czołganie na naszym domowym poligonie, kto wie, może mi się to przydać, żeby jakoś sobie z tym chaosem radzić.

kolorowe puzzle i szczeniaczek uczniaczek

2 Replies to “Domowy poligon”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *