Czy można skutecznie zniechęcić dziecko do rozwoju?

Zdradzę Wam sekret, nigdy nie płaczę razem z dzieckiem. Oczywiście, przykro mi jak Mały płacze, gdy coś go zaboli lub przestraszy, ale po co mu matka która zamiast pocieszyć musi być pocieszana? Być może nie mam na tyle podzielnej uwagi by być w stanie jednocześnie koić smutki i samej kontemplować własne cierpienie nad krzywdą dziecka, które właśnie dostało szczepionkę, albo obudziło się samo w łóżeczku i postanowiło wyrazić z tego powodu swoje niezadowolenie w dość jednoznaczny sposób. I chociaż bywa to trudne, staram się możliwie realnie oceniać sytuację.

Jak pisałam tutaj, pojawienie się Jeremiego w moim względnie, poukładanym dotąd, życiu przyniosło ze sobą pokłady lęku, którymi można by obdzielić pół osiedla. Konia z rzędem matce, która nie wymyśla sobie zagrożeń rodem z literatury science fiction mogących w każdej chwili spotkać jej dziecko. Taka już ta paskudna kobieca natura, więc skoro tak jest, czy można bać się za bardzo i czy może to znaleźć swoje odzwierciedlenie w rozwoju małego obywatela? Może. Dziecko ma w sobie potrzebę rozwoju, która razem z fatalną koordynacją prowadzi do różnych mniejszych i większych wypadków. Płacz i siniaki na zmianę pojawiają się z podobnie często jak reklamy na Polsacie w piątkowy wieczór i chociaż jest to nieodłączny element rozwoju ruchowego, uczy on dziecko czegoś więcej. Reakcja otoczenia na dany wypadek pokazuje małemu człowiekowi czy wydarzyło się coś strasznego, czy też można to zignorować i bawić się dalej. Jeśli matka nie robi tragedii podobnej skalą do niewielkiego tsunami ze stłuczonego kolanka to nasz poszkodowany dowiaduje się, że ok, bolało, ale da się z tym dalej żyć . Jeśli jednak dziecko zalewa się łzami, a w reakcji na to matka wpada w panikę, jakby to zdarte kolanko wymagało przynajmniej 40 szwów dziecko dowiaduje się, że właśnie miał miejsce poważny wypadek, i nie wystarczy kolanka „ojojać, podmuchać i pocałować”, trzeba płakać, krzyczeć, cierpieć i bać się, że podobna sytuacja ma szansę się powtórzyć. Podobnie, gdy matka w obawie, przed podobnym wypadkiem cały czas uważa na swoją pociechę i regularnie nakazuje dziecku, nieuzasadnioną realnym zagrożeniem ostrożność, maluch uczy się, że ruch jest zły i straszny. Taki lęk możne skutecznie zahamować rozwój dziecka, bo po pierwsze jest się czego bać, ponieważ może bardzo boleć a po drugie dlatego, bo mama się boi, a jak już mama się boi, to żarty się kończą. Dla przykładu, ostatnio na jednym z forów dla młodych mam przeczytałam wypowiedź pewnej kobiety o tym, że jej dziecko ucząc się chodzić, przewróciło się. Dziecko, według jej relacji płakało tylko 3 minuty, ona płakała dłużej. W tym przypadku, dziecko dostało jasną informację, że stało się coś naprawdę złego i na przyszłość trzeba uważać, jeśli podobna sytuacja powtórzyłaby się wielokrotnie, dziecko mogłoby nauczyć się tego, że poruszanie się samo w sobie jest czymś strasznym, w efekcie unikając go i dając matce następne powody do zmartwień, bo przecież dziecko ma już tyle miesięcy a jeszcze nie chodzi… Reasumując, lęk o własne dziecko nie jest zły o ile ma się nad nim kontrolę. A mama która pomaga wydmuchać nosek, zdecydowanie lepiej wspiera rozwój małego człowieka, niż ta, która najpierw sama w tę chusteczkę smarka.

8 Replies to “Czy można skutecznie zniechęcić dziecko do rozwoju?”

  1. Artykuł dla mojego męża, cały czas mu tłumaczę, że bez przewracania się dziecko nie nauczy się chodzić itd. Jednak u nas tato jest tym któremu serca pęka na takie widoki 🙂 Więc mama musi być twarda.

    1. oby było jak najmniej takich sytuacji 😉 zawsze postrzegałam swoją mamę jako na prawdę silną babkę, która nie boi się niczego i to mi bardzo pomagało i dalej pomaga 🙂

  2. Ja przy tylko w szpitalu plakalam razem z córka gdy ja kluli, na następnych szcepieniach byłam dzielna choć serce mi pekalo gdy krzyczala. Ale wiem że muszę być obok by przytulić i pocałować. Mam nadzieję że jak będzie starsza to będę wspierać jej rozwój zamiast to utrudniać

    1. Jestem pewna, ze będziesz cały czas cudowną mamą 🙂 fakt, że jak dziecko płacze gdy je coś boli, to człowiek ma wrażenie, że zaraz się pokroi z żalu, ale „twardym trzeba być nie miętkim” – cytując klasyka 😛 Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *