Bunt dwulatka

Za oknem hula burza, pada grad wielkości niewielkich arbuzów, a przechodząca nawałnica powyrywała połowę drzew w lokalnym skwerku. Ty siedzisz sobie z dzieckiem w domu, a o wspomnianej klęsce żywiołowej dowiadujesz się około godziny 22, z powtórki wiadomości. Kiedy dziecko już spokojnie śpi. Jak można było tego wszystkiego nie zauważyć zapytasz. Nic prostszego, kiedy masz na stanie dwuletniego buntownika.

Z czego wynika owiany legendą bunt, jaki jest jego cel i najważniejsze, jak przetrwać ten trudny czas? O tym postaram się opowiedzieć poniżej.

Dlaczego dziecko się buntuje?

Może trudno w to uwierzyć, ale dziecko dopiero teraz zaczyna rozumieć, że nie jest częścią otaczającego świata a niezależnym człowiekiem. Emocje i zachowania innych ludzi nie muszą go dotyczyć, tak samo jak potrzeby. Dziecko w pełni zaczyna rozumieć czego w danej chwil chce i domaga się tego. Oczywiście mówimy tu o bardzo małym człowieku, który nie koniecznie musi rozumieć, że realizacja jego potrzeb nie byłaby dla niego dobra, bezpieczna, albo choćby zgodna z zasadami normalnego funkcjonowania. I tak, 2-latek może poczuć wszechogarniającą chęć zjedzenia dziesięciu jajek z niespodzianką pod rząd, albo uderzenia ze wszystkich sił tłuczkiem w telewizor. Z naturalnych przyczyn, nie jest w stanie swoich potrzeb zrealizować. Dla przykładu to, co w podobnej sytuacji czuje dziecko, można porównać do sytuacji, kiedy dorosły człowiek zarezerwuje wczasy na jakiejś egzotycznej wyspie, spakuje się, odlicza ostatnie chwile w pracy a w ostatniej chwili dowiaduje się, że jednak nie dostanie urlopu. Dla małego dziecka fakt, że nie jest w stanie zrealizować tego, czego aktualnie chce, jest równie druzgocące. W związku z czym reaguje na to w adekwatny sposób. Małe dziecko czuje dokładnie to, co czuje dorosły, pozbawiony nagle upragnionych wakacji, ale o ile, większość dorosłych nie wypłacze się szefowi, albo nie wykrzyczy całej swojej złości, a najwyższym wysiłkiem woli, odwlecze ten moment w czasie, złorzecząc jedynie wy myślach, albo snując plany cichego donosu do Inspekcji Pracy, o tyle dziecko reaguje natychmiast w taki sposób, w jaki potrafi zareagować, czyli krzykiem, płaczem albo agresją.

Druga z przyczyn jest pochodną pierwszej. W opisanej wyżej sytuacji z szefem, dorosły człowiek prawdopodobnie podjąłby jakąś próbę wpłynięcia na decyzję przełożonego poprzez rozmowę czy negocjacje. Ostatecznie mógłby też podjąć próbę zmiany terminu wakacji, albo pracy. W skrócie prawdopodobnie nie odpuściłby bez mniejszej, lub większej walki, nawet jeśli dla niektórych oznacza to po prostu wyjaśnienie szefowi, że właśnie wydał połowę rocznych oszczędności na planowany wyjazd. Nasz dwulatek robi dokładnie to samo, ale na swój dziecięcy sposób – walczy. Krzyczy, płacze, tupie, drapie, robi wszystko by przekonać rodzica, że ono jednak chce zrealizować swój aktualny pomysł. To tak zwane testowanie granic. Dzieci, choć trudno w to uwierzyć są bardzo cierpliwe, więc jeśli będzie w stanie wynegocjować żelki w supermarkecie dwudziestoma minutami przenikliwego krzyku, zrobi to.

Jak radzić sobie z buntem?

W ten sposób przechodzimy do kolejnego punktu, czyli w jaki sposób możemy przetrwać z naszym młodym gniewnym.

Najważniejsza rada jest związana z drugim z powodów buntu malucha czyli wyżej wspomnianym „testowaniem granic”. Dziecko naprawdę jest wytrwałe i co najważniejsze, ma doskonałą pamięć. Jeśli po sesji dwudziestominutowego płaczu zgodzimy się na to, o co dziecko z taką zaciekłością walczyło damy dziecku jasny znak, że wygrana jest możliwa. Jeśli będziemy regularnie się zgadzać w podobnych sytuacjach, damy znak, że wygrana, jest jedynie kwestią czasu. „Nie” rodzica, przestaje oznaczać „nie”, a zmienia się „w dobrze, pod warunkiem, że odpowiednio długo popłaczesz, ugryziesz mnie a potem położysz się na podłodze tłukąc o nią rękami i nogami”. Z tego jest już bardzo trudno wyjść i nie mija samo, a wręcz odwrotnie, eskaluje z czasem. Także jeśli możemy się na coś zgodzić, róbmy to od razu, jeśli nie, to konieczna jest konsekwencja.

Przeczekać i być obok. Bez względu na to, jak trudno jest cierpliwie znosić krzyk potomka, wybuchający co kilka minut, nie można zapominać, że dziecko nie robi tego dla przyjemności. Czasem watro sobie przypomnieć jak nam, dorosłym trudno jest radzić sobie z frustracją. A należy wspomnieć, że mamy znacznie więcej możliwości rozładowania jej i nieporównywalnie większe doświadczenie w tym zakresie. Jeśli złość dziecka spotka się ze spokojem rodzica szybciej minie w porównaniu z tym, jak rodzic reaguje podobną złością. Wówczas wszyscy nakręcają się wzajemnie a negatywne emocje zamiast mijać, narastają.

Poszukiwanie rozwiązań. W tym miejscu należy zaznaczyć, że choć dwulatek może niewiele mówić, bardzo dużo rozumie. Prosty komunikat „nie”, wywołujący falę nieokiełznanego gniewu można zatem go zastąpić. W ramach ciekawostki i opowiem Wam o pewnym badaniu, jakie przeprowadzono na klientach punktu ksero. We wspomnianym miejscu była zawsze długa kolejka. Postanowiono sprawdzić, jakie komunikaty sprawią, że czekający ludzie będą skłonni wpuścić kogoś z zewnątrz, tak by mógł skserować swoje dokumenty jako pierwszy. Komunikat „czy mogę wejść bez kolejki” nie spotkał się z entuzjazmem. Za to wystarczyło dodać jakiekolwiek uzasadnienie swojej prośby, by ludzie skłonni byli odstąpić swoje miejsce. Co ciekawe, banalne wyjaśnienie „czy mogę iść pierwszy, bo chcę zrobić ksero” sprawił, że część osób zgodziła się przepuścić badacza. Oczywiście im sensowniejsze było uzasadnienie prośby, tym chętniej ludzie na nią przystawali. Rzecz w tym, że podobnie jest z dzieckiem, które słyszy nie. Ostatnio ograniczyliśmy Jeremiemu słodycze. Gdy prosi o lizaka odpowiadamy „nie, bo teraz jest dieta”. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, ten argument naprawdę działa. Także, jeśli dziecko zapragnie rzucać autkami w telewizor, zamiast „nie wolno”, warto dodać cokolwiek, na przykład to, że telewizor się zepsuje, nie będzie można na nim oglądać bajeczki, tak naprawdę wszystko to, co przyjdzie nam do głowy.

Unikanie, to jeden z prostszych i bardziej skutecznych sposobów jakie, pozwoliły nam ograniczyć falę buntu. Po pierwszych tygodniach trwającej w domu wojny zauważyliśmy, które sytuacje wywołują w dziecku falę niemożliwych do zrealizowania potrzeb i w miarę możliwości omijamy ich jak ognia. Dla przykładu, jeśli wiem, że nie będziemy szli na plac zabaw, po prostu staramy się nie przechodzić obok, lub, jeśli jest to koniecznie, odwracamy uwagę Jeremiego tak długo, aż miniemy potencjalny punkt zapalny.

Rozmowa. Jak wspomniałam wyżej, dzieci rozumieją więcej, niż się wydaje. Dlatego warto tłumaczyć, opowiadać, czytać bajeczki o różnych problemach. Tutaj szczerze polecam serię bajek o Bingu, który w swoich przygodach doświadcza regularnie problemów z życia przedszkolaka. Po tym, jak dziecko się uspokoi, dobrze jest omówić to, co się wydarzyło, powiedzieć dziecku dlaczego nie mogliśmy się na coś zgodzić, lub jak można było zareagować inaczej.

Na koniec wspomnę jeszcze o tym, jaki cel ma bunt dwulatka. Otóż, choć wydaje się czymś bezsensownym i doprowadza rodzica do szału bunt jest potrzebny, tak jak każdy kolejny, od dwulatka poczynając a kończąc na nastolatkach. Teraz, kiedy dziecko jest malutkie i bezbronne trudno jest w to uwierzyć, ale każdy jego dzień, wszystko co robi, zbliża go do tego, by być samodzielnym dorosłym. Bunty choć trudne, usamodzielniają dziecko w stopniu adekwatnym do jego wieku.

Wszystko to jednak nie zmienia faktu, że pewnego dnia, gdy Jeremi będzie już dorosły zrobię mu awanturę o to, że kanapka leży krzywo na talerzu. Ot, taka mała zemsta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *