Kiedy dziecko nie lubi innych ludzi

„Ala, wnuczka Bożenki, to taka fajna jest. Do każdego podejdzie, z każdym się przywita, wszyscy mogą ją na rękach nosić. Za to ta nasza Zosia to taka dzika, tylko płacze i do mamy ucieka jak kogoś zobaczy”. Nawet, jeśli Wasz maluch to taka Ala, z całą pewnością, spotykacie ludzi, na których reaguje rzewnym płaczem i lękiem, który trudno jest czymkolwiek uzasadnić. Na wstępie zaznaczę, że powodów, dla których dziecko może reagować płaczem na inne osoby niż rodzice jest cała gama, dzisiaj jednak skoncentruję się na najczęstszym z nich. Dziecko pod tym względem niewiele różni się od dorosłych. Najzwyczajniej w świecie może ono kogoś nie lubić. Z biegiem czasu ta tendencja zostaje w nas, a jedyne co się zmienia, to umiejętność maskowania negatywnych emocji w stosunku do osób, z którymi spędzanie czasu nie należy do przyjemności. Czytaj dalej…

Alfabet rad

Myślałaś, że macierzyństwo nie jest szczególnie straszne, a nawet przyjemne? Chciałaś mieć dziecko, przygotowałaś wyprawkę, przeczytałaś jakąś książkę o wychowaniu. Mama Ci powtarzała „kochana, miliony kobiet dały radę zająć się niemowlakiem, Ty też podołasz, matka wie jak zająć się dzieckiem”. A potem ono się pojawia i w pakiecie z nim pojawiają się madki. Madki wiedzą wszystko najlepiej i na każdy temat, bo przeczytały w internecie, bo piątkę dzieci odchowały i żyją, bo jeszcze dzieci nie mają, ale już wiedzą. Poniżej przygotowałam listę złotych rad wprost od oświeconych madek, w kolejności alfabetycznej. Niech nie zwiedzie Cię żartobliwy ton, one naprawdę w ciągu dwóch ostatnich lat do mnie (choć nie zawsze bezpośrednio) trafiły. Czytaj dalej…

Oczami dziecka

Jeśli właśnie w pobliżu Was plącze się jakiś mały człowiek z całą pewnością znacie ten moment. Wpadacie na pomysł, żeby wybrać się do jakiegoś niesamowicie atrakcyjnego miejsca. Pakujecie latorośl do auta, jedziecie dość daleko, pełni entuzjazmu, że oto zapewnicie swojemu dziedzicowi takie wrażenia o jakich Wy w dzieciństwie najwyżej mogliście sobie poczytać. Na miejscu ciągniecie nieświadome czekających za rogiem atrakcji dziecko, a ono, omiata je swoim bacznym wzrokiem, ignoruje, kuca i bawi się pierwszym lepszym kamieniem z taką uwagą, jakby właśnie odkrył nowy atom. W końcu uświadamiacie sobie, że w sumie pod blokiem macie z 10 000 podobnych kamieni i w zasadzie cała eskapada nie miała sensu. A miała uczynić z Waz chociaż na to jedno popołudnie idealnych rodziców, takich którzy pokazują dziecku świat, uczą, rozpalają ciekawość… i wiecie co, tak też się stało. Czytaj dalej…

Gorący rytm serca domu

Właściwie od początku istnienia bloga planowałam zamieszczać na nim co jakiś czas wpisy o wystroju wnętrz. Jak mi się to udało? Zapraszam do zakładki na górze, stoi praktycznie pusta i czeka na swoją kolej. Głównie miałam koncentrować się tam na własnym mieszkaniu, pisać o różnych rozwiązaniach i dodatkach. Wielkie plany przerwało pojawienie się małego dekoratora, który dzień w dzień bardzo silnie forsuje własne poczucie estetyki, nie koniecznie zgodne z tym, czym chciałabym się chwalić. Powoli sytuacja się zmienia, a nieliczne dodatki nie latają już jak szalone pelikany po całym mieszkaniu. Potrzeba będzie jednak jeszcze trochę czasu, zanim moje mieszkanie będzie w stanie kogokolwiek zainspirować, jednocześnie nie będąc jedynie ustawką do zdjęć, czego szczerze chciałabym uniknąć. Kategoria „wnętrza”, czekała więc, jak wyrzut sumienia, na lepsze czasy, które właśnie nadeszły. Czytaj dalej…

Ciocie Jeremiego

Uwielbiam ten fragment „Potopu”, w którym Zagłoba chcąc ugrać swoje, tłumaczy pewnemu, wątpliwej inteligencji chłopakowi, że z piątej wody po kisielu jest jego wujem a wuj, to jest nawet ważniejszy niż ojciec 🙂 . Z przyczyn naturalnych nie zostanę nigdy ani wujem, ani tym bardziej ojcem i może dobrze, bo mowa będzie nie o wujach, a o ciotkach a ciotka kochani, to jest prawie tak ważna jak matka (bo bez niej matka niewątpliwie by oszalała z tego całego szczęścia). Czytaj dalej…

Zabawy kreatywne

Czasami nasze wyobrażenia o tym, jak wygląda rodzicielstwo nieco mijają się z tym, co przynosi życie. Dzisiaj mam dla Was jeden z takich przykładów, z mojego doświadczenia.
Jak wyobrażałam sobie scenę, w której moje dziecko rysuje kredkami? On, siedzący grzecznie przy stoliczku, zachwycony różnorodnością kolorów i możliwości jakie daje mu rysowanie kresek. Skoncentrowany, zafascynowany, śmiejący się swoim piskliwym, wdzięcznym głosikiem. Ja, cała na biało, popijająca ciepłą kapuczinę. Z uśmiechem rusałki igrającej na leśnym runie, pełna dumny obserwuję, jakie to kreatywne jest moje dziecko. W tle miał plumkać sobie po cichu Sting a wszystko to, otulone miało być promieniami nieśpiesznie budzącej się wiosny. Czytaj dalej…

Mam dość! Czyli o chorobie Bobona

Chore dziecko, apteka dosłownie wylewa się Niagarą z każdej szafki (kto poskromił leki i zamknął je w niewielkim pudełku, temu chwała i moja dozgonna zazdrość). Do tego śledzenie wszystkich niepokojących objawów, żeby móc zanudzić lekarkę elaboratem na temat wahań temperatury w ciągu dnia z dokładnością co do minuty (jak zaczyna przewracać oczami można zmienić temat na paletę barw kataru). Ale wisienką na torcie choroby dziecka są rodzice, którzy walczą o przetrwanie w tym trudnym czasie i omijają skrzętnie lustra żeby nie konfrontować się z myślą, że oto nastała w domu apokalipsa zombie. Czytaj dalej…

Ja sam! Czyli o rozwijającej się samodzielności u dziecka

Pewnego dnia, na jednym z ciekawszych wykładów na psychosomatyce dowiedziałam się, że jednym z najtrudniejszych wyzwań młodej matki jest „zauważyć, że dziecko już się urodziło”. Niby banał prawda? Raczej trudno przegapić fakt porodu, a dla tych mniej spostrzegawczych, powoli wracający do normalnych rozmiarów brzuch powinien dość jasno zasugerować, że dziecko znajduje się w nieco innym miejscu, niż w jego środku. Obcowanie w świecie matek Polek i bycie, bądź co bądź, jego częścią pokazało, że w faktycznie nie jest to do końca takie proste. Czytaj dalej…

5 minut dla matki

Zdradzę Wam pewien sekret, o którym matki uparcie milczą. W tej całej karuzeli kobieta pamięta o wszystkim i dba o każdy szczegół najbliższego jej świata. Pamięta o szczepieniu dziecka i wizycie u weterynarza, bo przyszła wiosna a z nią kleszcze. Robi zbilansowane obiady, kupuje ubrania ze 100% bawełny. Pomiędzy zabawami z dzieckiem, posprząta, pogłaszcze, wstawi do piekarnika ciastka i wypierze ręcznie delikatne ubrania. Pamięta o urodzinach i obwiązuje prezenty wstążkami w ulubionym kolorze obdarowywanego. Pomasuje, umówi do lekarza, kupi ulubiony batonik, sparuje skarpetki (których nie zjadła jeszcze pralka). Pamięta o wszystkim i powoli, ale systematycznie usuwa się w cień, patrząc cicho, jak ten cały majdan się kręci. O sobie nie pamięta, lub nie chce pamiętać, bo bardziej cieszy 10 kurteczka dla dziecka, niż nowa sukienka. Z domu wyjść nie może bo nikt tak dobrze jak ona dzieckiem się nie zajmie, a nie daj Bóg karmi, to dzieć w mękach z głodu w tę godzinę umrze, albo chociaż nabawi się traumy, którą potem będzie trzeba leczyć latami intensywnej terapii. Paznokci nie zrobi, bo i tak lakier odpryśnie podczas mycia naczyń a facetowi powierzyć tak kluczowej czynności nie można, jeszcze chłopina nie domyje i nieszczęście murowane, a można go było tego przecież uniknąć… i tak kółko się zamyka, wkraczamy do czarnej dziury, która wciąga a kobieta, swoją piękną, zadbaną twarz podziwia jedynie na zdjęciach ze studiów.

Czytaj dalej…